Sąd nie uznał roszczenia budowlańca, uznając jego zachowanie jako "co najmniej lekkomyślne"

Sąd Okręgowy w Olsztynie (sygn. akt IX Ca 579/18) orzekł, że pozwany ubezpieczyciel nie  ponosi  odpowiedzialności za to, że powód- Jan G., który w ramach pomocy sąsiedzkiej  zgodził się oczyścić rynny w domu sąsiada Piotra S., spadł  z drabiny i się połamał - informuje "Prawo.pl" (z 05.01.2019 r.). Tym samym  olsztyński SO  podtrzymał  wyrok Sądu Rejonowego  w Biskupcu w tej sprawie  i oddalił powództwo poszkodowanego. SO uznał bowiem, że ubezpieczony właściciel  domu nie jest  winien tego, iż  fachowiec zaryzykował wykonywanie pracy na wysokości bez żadnego zabezpieczenia - pisze portal - zaś  "okoliczności sprawy nie pozwalają na przypisanie winy ubezpieczonemu". Ponadto, sąd ustalił, że powód posiadał całkowitą swobodę w wyborze sposobu oczyszczenia rynien, a także w kwestii zastosowania środków ostrożności w trakcie wykonywania zadania - podkreśla "Prawo.pl". Obaj mężczyźni nie poczynili bowiem żadnych uzgodnień dotyczących sposobu wykonania zadania, nadzoru, czy też zabezpieczenia Jana G. podczas wykonywania pracy, umawiając  się tylko, że robota zostanie wykonana następnego dnia - podaje portal. Zdaniem sądu, Jan G.  jako  budowlaniec   już   wcześniej wykonywał takie prace, "a więc powinien zdawać sobie sprawę z negatywnych konsekwencji pracy na wysokości bez odpowiedniego zabezpieczenia". Z tego też  względu,  zachowanie fachowca sąd ocenił  jako  "co najmniej lekkomyślne".  Z kolei, w opinii sądu, "trudno w zachowaniu Piotra S. dopatrzeć się bezprawności i niedbalstwa".    

 "Prawo.pl"  opisuje sprawę sporu o odszkodowanie, którego domagał się Jan G. od ubezpieczyciela swojego sąsiada Piotra S. za wypadek przy oczyszczaniu rynien w jego domu. Mężczyzna w trakcie pracy spadł z  drabiny z wysokości 3 m,  doznając licznych złamań, m.in. miednicy. Poszkodowany fachowiec przeszedł dwie operacje. A że Piotr S. posiadał polisę OC, więc od jego towarzystwa ubezpieczeń Jan G. domagał się w sądzie 50 tys. zł za krzywdę. Jednak pozwany ubezpieczyciel  nie uznał roszczenia, wskazując, że " zdarzenie stanowi nieszczęśliwy wypadek i nie jest objęte odpowiedzialnością. Poszkodowany nie udowodnił zaś, aby działanie ubezpieczonego było bezprawne, zawinione i obiektywnie nieprawidłowe" - komentuje portal.

 

 

Ubezpieczyciele w  Sejmie  walczą  przeciwko  zmianom w przepisach dotyczących przetwarzania danych o stanie zdrowia

 

Przedstawicielom  sektora ubezpieczeniowego nie podobają się   proponowane przez rząd niektóre zmiany  w przepisach, dotyczące przetwarzania danych o stanie zdrowia w przygotowywanym projekcie  ustawy, która ma  zapewnić  stosowanie rozporządzenia 2016/679, czyli przepisów  wdrażających  RODO  - informuje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 11.01.2019 r.) za PAP. Według gazety,  jedna z propozycji Ministerstwa Cyfryzacji(MC) przewiduje bowiem, aby przetwarzanie przez ubezpieczycieli danych dotyczących stanu zdrowia mogło być możliwe na podstawie zgody osoby, której dane są przetwarzane. Zaś zgodę taką byłoby można  w każdym momencie wycofać - pisze dziennik. Zdaniem przedstawicieli branży, którzy wzięli udział w posiedzeniu sejmowej podkomisji nadzwyczajnej,  debatującej  nad projektem (komisja powołana została przez Komisję Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka - PAP),  "takie rozwiązanie zachwieje segmentem ubezpieczeń zdrowotnych, ubezpieczeń na życie oraz ubezpieczeń turystycznych od kosztów leczenia za granicą". Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) przekonywał , iż  taki zapis  "wpłynie nadzwyczajnie negatywnie nie tyle na zakłady ubezpieczeń, ile na klientów zakładów ubezpieczeń. Ciężko sobie wyobrazić, że można w Polsce sprzedawać dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne w momencie, kiedy ubezpieczyciele nie mają dostępu do danych zdrowotnych danej osoby. To jest po prostu niemożliwe" – podaje  "DGP". W  jego opinii,  proponowane prawo "będzie dużo bardziej restrykcyjne niż w innych krajach europejskich", na przykład w Finlandii, Francji czy  Słowacji. Szef PIU ostrzegał także przed  wzrostem stawek ubezpieczeń. Natomiast  Piotr Radziszewski z Ministerstwa  Finansów (MF)  "ocenił, że dotychczas ubezpieczyciele przetwarzali te dane na podstawie opinii GIODO sprzed wielu lat, a nie przepisów dot. działalności ubezpieczeniowej”.  Zaś  Ministerstwo Spraw Zagranicznych  stanęło na stanowisku, że „nie widzi podstaw, żeby w ustawie sektorowej wprowadzać podstawy przetwarzania danych osobowych”. Radziszewski zapewniał posłów - pisze gazeta - iż "kwestia została szeroko przedyskutowana podczas uzgodnień, a zawarte w projekcie przepisy są wynikiem konsensusu". Z tym nie zgodził się  Andrzej Gładysz,  przedstawiciel PZU stwierdzając, że  wypowiedź przedstawiciela MF "nie jest zgodna ze stanem faktycznym". Gładysz podkreślił, iż "prawo do przetwarzania danych osobowych, w tym danych wrażliwych (jakimi są informacje o stanie zdrowia) daje ubezpieczycielom art. 41 ustawy o działalności ubezpieczeniowej" - donosi "DGP". Zdaniem Gładysza, jeśli ubezpieczycielom  odebrane  zostanie "podstawowe narzędzie działalności, czyli przetwarzanie danych wrażliwych klienta", to towarzystwa nie będą  mogły  ubezpieczać życia i zdrowia. "Umożliwienie klientowi wycofania zgody na przetwarzanie danych wrażliwych, rujnuje to, co zostało zbudowane do tej pory" - przekonywał posłów Gładysz. Według dziennika, stronę ubezpieczycieli wziął też  przedstawiciel Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), który powiedział, że "podziela wątpliwości branży i przekazywano je resortom w toku konsultacji".

Natomiast  zdaniem wiceministra cyfryzacji Karola Okońskiego, proponowane przepisy "równoważą interesy różnych stron" i na pewno modyfikacja tych zapisów „mogłaby zburzyć osiągnięty konsensus". Szef PIU Grzegorz Prądzyński  ripostował z kolei, iż "konsensus nie był wypracowany z branżą i ze stroną społeczną".  W rezultacie podkomisja nie przyjęła sprawozdania. Przewidziane jest jej dodatkowe posiedzenie.  

 

 

W 2019 r. kontynuacja trendu wzrostowego cen polis majątkowych dla firm z ryzykownych branż

 

Firmy zapłacą wysoką cenę za kataklizmy i klęski żywiołowe z ostatnich lat - podaje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 08.01.2019 r.). W opinii dziennika, przedsiębiorcy muszą więc liczyć się ze wzrostem stawek za OC i ochronę majątku, zwłaszcza te, które już odnotowały szkody z powodu anomalii  pogodowych,  na skutek zdarzeń losowych typu  huragan czy powódź,  pożarów lub jeśli funkcjonują  w ryzykownej branży. Towarzystwa ubezpieczeniowe zaczęły bowiem podnosić stawki w polisach chroniących majątek firm przed skutkami szkód wyrządzonych przez żywioły - pisze gazeta. Jak informuje w "DGP"  Aleksandra Koczergo-Kraszewska z firmy brokerskiej Marsh, "podwyżki dotyczą głównie tych podmiotów, z którymi wiąże się duże ryzyko i które likwidowały już szkody – tu stawki idą w górę minimum o 10 proc. Dla pozostałych firm stawki nie powinny drastycznie wzrosnąć". Z kolei  Krzysztof Niewiadomski, ekspert-lider ds. rozwoju produktów korporacyjnych i mieszkalnictwa UNIQA twierdzi, iż  ze względu na wysokie wypłaty odszkodowań z 2017 r., w ciągu pierwszych dwóch kwartałów 2018 r.  ceny polis chroniących majątek dla firm (oraz polis OC)  musiały wzrosnąć od 3 do 5 proc.  I ten  trend wzrostowy  utrzymał się przez cały 2018 r. - podkreśla dziennik. Towarzystwa  podwyższały  stawki czy  zaostrzały kryteria udzielania ochrony zwłaszcza  w przypadku firm o dużym ryzyku pożarowym - przyznaje Rafał Klepuszewski, dyrektor departamentu ubezpieczeń dla MSP AXA Ubezpieczenia. Natomiast w opinii Ewy  Szymczak-Nowosielskiej,  dyrektor ubezpieczeń sektora publicznego Willis Towers Watson, jednak  bezszkodowe przedsiębiorstwa nawet z trudnych branż, jeśli  obarczone są niskim ryzykiem,  mogą liczyć na utrzymanie dotychczasowego poziomu stawek, a nawet mają szansę na ich  niewielkie zniżki.

Zwyżki cen polis dotyczą  firm  z takich branż, jak przetwórstwo odpadów, magazyny wysokiego składowania, sektor drzewny i meblowy, branża hodowlana, produkcja tworzyw sztucznych i materiałów wybuchowych czy sektor energii odnawialnej - donosi "DGP". 

 

 

SO: informację z danymi sprawcy uszkodzenia auta pozostawioną za szybą tego pojazdu trzeba  dobrze zabezpieczyć  przed zniszczeniem czy zaginięciem 

 

Kartka za wycieraczką uszkodzonego auta  na parkingu z nazwiskiem i numerem telefonu do sprawcy  stłuczki, gdy nie można doczekać się na kierowcę  auta,  absolutnie nie wystarczy dla sądu, aby ten  stwierdził iż winny zdarzenia nie oddalił się z miejsca wypadku. Przekonała się o tym Renata J. - pisze "Rzeczpospolita" (Nr z 04.01.2018 r.) - która podczas manewru cofania nie zachowała należytej ostrożności i uderzyła w  prawidłowo zaparkowaną toyotę. Kobieta twierdziła, że czekała na kierowcę uszkodzonego samochodu , a że ten nie nadszedł, więc pozostawiła mu  kartkę z "kontaktem" do siebie. Problem w tym, że wiadomość od niej została zamieniona na anonim z podaniem numeru rejestracyjnego  samochodu sprawcy  - informuje dziennik. Gazeta opisuje tok zdarzeń, który nastąpił po tym, kiedy - jak się okazało - właścicielka uszkodzonej toyoty zgłosiła sprawę na policję. A  Renata J. nie kwestionowała swojej odpowiedzialności i przyjęła mandat w kwocie 100 zł, licząc na posiadaną polisę OC, z której mogła być naprawiona szkoda. Jej ubezpieczyciel zapłacił  za naprawę uszkodzonego auta oraz za korzystanie przez jego właścicielką  z  pojazdu zastępczego podczas naprawy pojazdu. Jednak  jego następca prawny - spółka X - zażądał od sprawczyni szkody zwrotu tej kwoty - podaje "Rz". "Argumentował, że Renata J. „oddaliła się z miejsca zdarzenia nie powiadamiając poszkodowanej o zdarzeniu drogowym - nie podała danych dotyczących polisy ubezpieczeniowej lub zakładu ubezpieczeń, a także danych pojazdu który uczestniczył w kolizji". Sprawa trafiła więc  do sądu. I chociaż pozwana kwestionowała ustalenia ubezpieczyciela, Sąd Rejonowy w Zduńskiej Woli uznał jednak jej  tłumaczenie za niewiarygodne - pisze dziennik. Sąd podkreślił, iż  art. 16 ust 2 pkt. 1 i 2 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych przewiduje  katalog zachowań, jakie sprawca zdarzenia drogowego winien bezwarunkowo podjąć. A więc może on  „oddalić się z miejsca zdarzenia pod warunkiem, że przekaże pokrzywdzonemu informacje dotyczącą danych zakładu ubezpieczeń, numeru polisy i związane z nimi dane pojazdu w sposób zapewniający ich ujawnienie" - zauważa gazeta. Tyle, że ta informacja powinna być zabezpieczona przed zniszczeniem lub przypadkową utratą. Ponadto, kobieta   nie zawiadomiła swojego ubezpieczyciela o zdarzeniu na parkingu. Nie dochowała więc powinności na niej ciążących. "Dlatego Sąd zasądził od niej na rzecz powodowej spółki 5063,85 zł wraz z odsetkami od dnia wytoczenia powództwa" - donosi "Rz". Renata J. zaskarżyła wyrok Sądu I instancji,  "zarzucając przekroczenie granic swobodnej oceny dowodów i stwierdzenie, że zbiegła z miejsca zdarzenia". Jednak zdaniem  Sądu Okręgowego (sygn. akt I Ca 273/18) w Sieradzu, Sąd Rejonowy nie "popełnił"  żadnych nieprawidłowości, które uzasadniałyby zmianę zaskarżonego wyroku i oddalenie powództwa. SO  podkreślił także, że pojęcia  „zbiegnięcia z miejsca zdarzenia" z ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych nie należy utożsamiać z podobnym pojęciem z prawa karnego ( art. 178 k.k. ) - informuje "Rz". Sąd Okręgowy oddalił apelację. Wyrok jest prawomocny.

 

 

Wzrosty sum gwarancyjnych w komunikacyjnym ubezpieczeniu OC bez wpływu na ceny tych polis?

 

Po wejściu w życie z  dniem 1 stycznia 2019 r.  noweli ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, UFG i PBUK, wysokość sumy gwarancyjnej w OC  komunikacyjnym  za szkody na osobie wzrosła z 5 mln  do 5,2 mln euro, a za szkody na mieniu powiększyła się  1 mln  do 1,05 mln euro - podaje "Rzeczpospolita" (Nr z 08.01.2019  r.). Jednak te  wzrosty sum  gwarancyjnych nie spowodują wzrostu cen  w komunikacyjnych  polisach OC, czego obecnie obawiają się kierowcy - tłumaczy w dzienniku  Marcin Tarczyński, menedżer ds. komunikacji i analiz w Polskiej Izbie Ubezpieczeń (PIU).  Jak twierdzi, "suma gwarancyjna to limit, do którego przy zdarzeniu odpowiada ubezpieczyciel. Jest to więc pewnego rodzaju zabezpieczenie, na tyle wysokie, aby zniwelować do minimum prawdopodobieństwo tego, że suma gwarancyjna będzie zbyt mała na pokrycie wszystkich roszczeń.  Dlatego minimalne sumy są tak wysokie". Przedstawiciel PIU wyjaśnia, iż  przegląd wysokości sum gwarancyjnych w OC robiony jest co pięć lat. Ponadto, nie powinno być podwyżek cen  w komunikacyjnym OC  m.in.  głównie z powodu stabilizacji na rynku OC ppm., którą udało się osiągnąć dzięki wcześniejszym wysokim podwyżkom i poprawie kondycji finansowej sektora - pisze gazeta. Z kolei  Jakub Nowiński z   zarządu Superpolisy Ubezpieczenia podkreśla w gazecie, iż wzrost sum gwarancyjnych jest spełnieniem wymogu  dyrektywy komunikacyjnej UE oraz  ma na celu zapewnienie   odpowiedniej wysokości ewentualnych  odszkodowań dla poszkodowanych wskutek szkód komunikacyjnych o najwyższej wartości. Dlatego też - komentuje -  podniesienie sum gwarancyjnych  nie powinno mieć wpływu na politykę cenową ubezpieczycieli. Ponadto, średnia wartość szkód komunikacyjnych jest wielokrotnie niższa od poziomu sum gwarancyjnych i  w przypadku zdarzeń bez ofiar wynosi ona 6,8 tys. zł - informuje dziennik. 

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT