W 2018 r. ZUS po wprowadzeniu e-składki zebrał o prawie 20 mld zł więcej składki niż w 2017 r.

Zdaniem prof. Gertrudy Uścińskiej, prezes ZUS,   „reforma poboru składek, która wymagała ogromnej pracy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, wpisała się w dobrą sytuację ekonomiczną naszego kraju” - donosi "Puls Biznesu" (Nr z 09.01.2019 r.) za PAP . „Wszystko to złożyło się na to, że w 2018 r. dokonano wpłat na blisko 260 mld zł. To prawie o 20 mld więcej niż w 2017 r.”  Prezes Uścińska stwierdziła - pisze dziennik-  iż na wzrost poboru składek w 2018 r. miała wpływ nie tylko reforma, ale także m.in. wzrost wynagrodzeń w Polsce, który wynika z dobrej sytuacji ekonomicznej kraju. „Efekt tego wszystkiego jest  taki, że w III kwartale 2018 r. nasze wpływy ze składek do FUS pokryły około 78 proc. wydatków. To historyczny wynik, ponieważ we wcześniejszych latach było to na poziomie 60-70 proc." - powiedziała prof. Uścińska. W jej opinii, dzięki  wprowadzeniu e-składki ZUS uprościł  system poboru składek. "Dzięki nowym rozwiązaniom wyeliminowaliśmy błędne wpłaty. Wcześniej miesięcznie było ich dwadzieścia parę tysięcy. Obecnie liczba błędów spadła 790-krotnie. Miesięcznie jest to tylko około 29 błędów" - podkreśliła szefowa ZUS. Prof. Uścińska zaznaczyła - podaje gazeta - iż "e -składka pozwala na inne zarządzanie, możemy np. inaczej reagować w przypadku zadłużenia płatników. W takiej sytuacji możemy zapraszać do układów ratalnych czy innych rozwiązań, które pozwolą na wyjście z zadłużenia. Wprowadziliśmy również zasadę, że pierwsza wpłata idzie na najstarsze zaległości". Przypomniała, że dzięki dobrej sytuacji FUS w 2018 r. ZUS czterokrotnie zrezygnował z dotacji z budżetu - informuje "PB".

 

 

PPK wzmocnią warszawską  GPW ?

 

Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) mogą nie tylko dać polskim pracownikom dodatkowe zabezpieczenie na emeryturę, ale będą też mieć spory wpływ na warszawską giełdę - podaje  "Interia.pl" (z 06.01.2019 r.) za "Gazetą Bankową". Za kilka miesięcy pierwsze pieniądze pozyskane ze składek mogą popłynąć w kierunku polskich aktywów. I chociaż    większość środków z PPK  zostanie zainwestowana w akcje spółek z WIG20 - pisze portal -   nie będzie to miało wielkiego znaczenia dla rynku. "Znaczenie mogą mieć setki milionów, które popłyną od PPK w kierunku małych spółek". Zgodnie z ustawą o PPK, fundusze należące do programu będą musiały być "funduszami zdefiniowanej daty" - wyjaśnia  "Interia.pl". A więc są zobowiązane  odpowiednio dzielić swój portfel, biorąc pod uwagę wiek uczestnika. Portfel ten  będzie się składał z części udziałowej (akcyjnej) oraz bezpiecznej (obligacyjnej). I tak, w przypadku uczestnika PPK mającego mniej niż 50 lat, portfel będzie się mógł składać w 60-80 proc. z akcji, natomiast w przypadku starszego członka PPK, udział akcji będzie systematycznie zmniejszany, tak, aby po 60. roku życia uczestnik miał w portfelu najwyżej 15 proc. akcji. Jak informuje portal, fundusze  działające w ramach PPK  będą musiały lokować co najmniej 40 proc. środków części udziałowej (akcyjnej) w papiery spółek zgrupowanych w WIG20, czyli w walory  najbardziej płynnych spółek na polskim parkiecie, zaś do  20 proc. środków części udziałowej może trafić do spółek z indeksu mWIG40 (czyli spółek średniej wielkości). Z kolei "w  papiery pozostałych spółek - nieobecnych w WIG20 i mWIG40 - może zostać zainwestowane maksimum 10 proc. środków części akcyjnej funduszu", a w spółki notowane na zagranicznych giełdach fundusz będzie mógł włożyć najwyżej 20 proc. środków. Czyli  w spółki spoza WIG20 fundusze PPK będą mogły ulokować do 50 proc. posiadanych środków w części akcyjnej, a więc będą miały dość dużą, bo ponad 50-proc. ekspozycję na 20 najbardziej płynnych spółek z rynku głównego GPW. Oznacza to, że "fundusze PPK będą inwestowały głównie w banki i spółki energetyczne, chemiczne i surowcowe".  Tak więc  w 2019 r. do PPK powinno trafić około 1,7 mld zł, w 2020 r. około 5,3 mld zł, w 2021 r. około 10,7 mld zł, a w 2022 r. około 11,3 mld zł.  Polski  Fundusz Rozwoju szacuje liczbę  osób uprawnionych do przystąpienia do PPK  na około 11 mln. Jednak "wydaje się jednak, że ta liczba jest nieco zawyżona". Albowiem z programu PPK będą wyłączeni samozatrudnieni (ok. 2 mln osób) oraz zatrudnieni na innych warunkach, niż umowa o pracę, zaś  po uruchomieniu PPK do nowego programu emerytalnego automatycznie zostanie zapisanych ok. 85 proc. osób, które są w wieku do 55 lat (starsi mogą się zapisać dobrowolnie).  A to oznacza, że na początku 2021 r.  w  PPK może znajdować się maksymalnie 9 mln pracowników - donosi portal. I to  głównie pracownicy dużych firm (około 3,2 mln zatrudnionych) oraz  sektora publicznego (około 3,3 mln  osób) będą zasilać PPK. A że ustawa o PPK zapewnia pracownikom możliwość rezygnacji z uczestnictwa w programie, ostateczna liczba uczestników PPK , którą powinniśmy poznać pod koniec 2021 r.,  jest więc wielką niewiadomą. I jeśli "Polacy nowemu programowi emerytalnemu nie zaufają, w PPK może pozostać jedynie około 25 proc. uprawnionych". Z największą  szansą na realizację  jest wariant zakładający, że w PPK pozostanie około 50 proc. uprawnionych, czyli około 4,4 mln osob. Ponadto, według przyjętych prognoz "fundusze funkcjonujące w ramach PPK mogą w akcje zainwestować 1,2 mld zł w 2019 r., 3,7 mld zł w 2020 r., 7,5 mld zł w 2021 r. i aż 7,9 mld zł w 2022 r." A więc  w ciągu najbliższych czterech latach na warszawską GPW może trafić z PPK nawet 20,3 mld zł -  podaje "Interia.pl".

 

 

MRPiPS jest przygotowane na wprowadzenie  dodatkowych świadczeń dla emerytów

 

Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej (MRPIPS) jest przygotowane na "szybkie" wprowadzenie dodatkowych świadczeń dla emerytów. Resort oczekuje  na decyzje polityczne w tej sprawie - informuje "Bankier.pl" (z 04.01.2019 r.), powołując się na wypowiedź Marcina Zielenieckiego, podsekretarza stanu w  MRPiPS.   w Radiu Wnet. M. Zieleniecki  zapytany, czy MRPiPS planuje wprowadzenie w najbliższym czasie dodatkowych, jednorazowych lub stałych, świadczeń dla emerytów, stwierdził, iż jednorazowe dodatki są "oczywiście możliwe, wszystko w rękach polityków". Zdaniem Zielenieckiego - podaje portal - od strony merytorycznej resort jest przygotowany. "Natomiast jest kwestia sfinansowania tego typu rozwiązań. Jest też kwestia decyzji politycznej. Na razie nie ma tego rozwiązania w ramach prac legislacyjnych w rządzie. To nie oznacza, że to rozwiązanie nie może zostać przyjęte" - oświadczył  Zieleniecki. Przypomniał, iż decyzja w tej sprawie "należy do rządu i parlamentu".

 

 

Niskie emerytury będą za kilka lat największym problemem społecznym w Polsce

 

Według "Gazety Wyborczej" (Nr 07.01.2019 r.), niskie emerytury będą za kilka lat największym problemem społecznym w Polsce. Tak przynajmniej  wynika z ocen ekonomistów i raportów demografów - pisze dziennik. "GW" podkreśla, iż dziś Polacy przechodzący na emeryturę dostają średnio 50-60 proc. swojej ostatniej pensji. Jednak z każdym rokiem wysokość świadczeń emerytalnych będzie się obniżać, ponieważ  w obecnie obowiązującym w naszym kraju  systemie, wysokość należnej  emerytury jest  wyliczana   na podstawie odłożonych składek.  Ponadto, wiele osób ma jeszcze doliczany do emerytury kapitał początkowy (czyli premię od państwa za lata pracy przed 1999 r.) - przypomina gazeta -  ale z każdym rokiem kapitał początkowy będzie wypłacany coraz mniejszej liczbie Polaków. "Wyborcza" podaje, iż  pod koniec 2018 r. przeciętna nowa kobieca emerytura wynosiła prawie 1628 zł, natomiast  emerytura, którą otrzymywali mężczyźni kształtowała się  średnio na poziomie 2633 zł brutto.

Jak  informuje dziennik,  obecnie ZUS wypłaca około  170 tys. świadczeń emerytalnych niższych niż emerytura minimalna, która  wynosi  dziś 1029,8 zł brutto. W tym, blisko 1,5 proc. najniższych świadczeń emerytalnych, wypłacanych przez ZUS stanowią emerytury  poniżej kwoty 100 zł. Najniższa zaś wynosi 8 groszy i otrzymuje  je  osoba, która odprowadziła do ZUS tylko jedną składkę - donosi "GW".   

 

 

Uprawnieni  do  emerytury  chcą  nadal   pozostawać  na rynku pracy

 

Nawet połowa aktywnych zawodowo Polaków uzyskujących uprawnienia emerytalne nie korzysta z tego świadczenia. ZUS zaoszczędził dzięki temu niemal 2 mld zł - pisze "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 10.01.2019r.). Gazeta podaje, iż w 2018 r.  wnioski do ZUS o ustalenie prawa do świadczenia złożyło około 400 tys. osób, które    osiągnęły obniżony wiek emerytalny. Przy tym, niemal połowa spośród nich była przed tym aktywna zawodowo i według danych  ZUS, nawet 100 tys. osób   nadal jest na rynku pracy. Jak informuje  dziennik, obecnie  osoby uprawnione do emerytury aktywne zawodowo  dzielą się na dwie grupy. Jedna  to ci, "którzy złożyli wniosek o ustalenie emerytury, ale kontynuują zatrudnienie, więc emerytura nie jest im wypłacana.(...) takich osób było w zeszłym roku 78 tys., czyli niemal 20 proc. wszystkich składających wnioski emerytalne". I na tych uprawnionych do emerytury ZUS zyskuje najwięcej - komentuje "DGP" - ponieważ "oszczędza na wypłacie im świadczeń nawet 2 mld zł rocznie, a jednocześnie inkasuje składki odprowadzane od ich pensji". Z kolei drugą  grupę stanowią  "osoby, które uzyskały prawo do emerytury, świadczenie wzięły i zatrudniły się ponownie" - podaje gazeta. ZUS szacuje, iż  do września 2018 r. było to  469 tys. emerytów; w tej liczbie etatowcy to 278 tys. osób i "zapewne większość z nich to nowi emeryci". Dziennik podkreśla, że jednocześnie zwiększył się odsetek idących na emeryturę „z pracy”.   W opinii Łukasza Kozłowskiego z  Federacji Pracodawców Polskich (FPP),  coraz większa liczba emerytów którzy nie pobierają świadczeń ze względu na kontynuowanie pracy zawodowej,  to splot dwóch okoliczności. Albowiem  coraz bardziej   ubezpieczeni są świadomi, jak obecnie  działa system ubezpieczeń społecznych  i że każdy dodatkowy rok pracy oznacza większą emeryturę. Przy tym ciągle utrzymuje  się popyt na pracę ze strony pracodawców, co  "częściowo niweluje negatywny efekt obniżenia wieku emerytalnego"– przyznaje w "DGP" ekspert z FPP. Kozłowski podkreśla, iż w ostatnich dwóch latach pozostawanie na rynku pracy było szczególnie opłacalne dzięki wysokim wskaźnikom waloryzacji kapitału emerytalnego. I tak, w 2017 r. wynosił on 8,7 proc., a w 2018 r. mógł być nawet wyższy. "Dla ludzi z dużym kapitałem emerytalnym, a więc tych, którzy są już na finiszu kariery, każdy taki dodatkowy rok ma ogromne znaczenie dla wielkości świadczenia" – twierdzi. Rosnący popyt na pracę podkreśla także  Andrzej Kubisiak, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE). Jego zdaniem, wiele firm  coraz bardziej stara  się sięgać po pracowników starszych i "stąd zapewne ten rosnący odsetek osób z uprawnieniami emerytalnymi” nadal  zawodowo aktywnych. Ekspert PIE twierdzi, iż zjawisko to  będzie się nasilać. "Wynika to z demografii, ale też ciągle ujemnego salda migracyjnego: więcej Polaków w wieku produkcyjnym wyjechało z kraju, niż przyjechało imigrantów. Trudno będzie odwrócić ten trend w krótkim czasie" – zauważa. Ponadto, pozostanie w pracy będzie  również wynikać z potrzeb materialnych przyszłych emerytów, ponieważ kolejne roczniki nabywające uprawnienia emerytalne będą miały mniejsze świadczenia – podkreśla w gazecie Kubisiak. 

 

 

Początek  odprowadzania składek na PPK przesunięty o ponad miesiąc na 12 listopada br.

 

Wprawdzie ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK)  wchodzi w życie  od  1 lipca br., to jej  działanie praktycznie  mamy odczuć dopiero późną jesienią 2019 r., kiedy każdy pracownik dostanie na swoje konto w banku  pensję netto  zmniejszoną o około  2 do 4 proc. - informuje "Gazeta Wyborcza" (Nr z 08.01.2018r.).  Na  początek to obniżenie wysokości wpływów z pensji dotknie  pracowników dużych przedsiębiorstw, zatrudniających ponad 250 osób - pisze dziennik. Według "GW", dokładne terminy wprowadzenia PPK podane pod koniec grudnia 2018 r. na stronie internetowej  Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR), instytucji, która nadzoruje nowy program emerytalny przewidywały, że do 10 października 2019 r. pracodawcy mają  doprowadzić do zawarcia umowy o prowadzeniu PPK z wybranym funduszem,  który ma  zarządzać  oszczędnościami emerytalnymi. Według tegoż harmonogramu, także  już w październiku 2019 r. wynagrodzenia pracowników miały  być obniżone o składkę odprowadzaną na PPK. Tymczasem ów październikowy termin wprowadzenia nowego programu emerytalnego został przesunięty o miesiąc. Albowiem  2 stycznia 2019 r. ze strony internetowej PFR  dotychczasowy komunikat został zastąpiony przez inny,  z którego wynika, że umowę na prowadzenie nowego programu pracodawcy mają podpisać do 12 listopada 2019 r., a pieniądze będą potrącane po raz pierwszy z pensji za listopad br. "Wyborcza" komentuje, ze decyzja o tym opóźnieniu ma związek z kalendarzem wyborczym, aby Polacy nie dostali obniżonych pensji tuż przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się między 12 października a 12 listopada br.   Jednak PFR takiej interpretacji zaprzecza, zapewniając, że  wcześniejsze terminy miały "charakter orientacyjny". Natomiast aktualnie obowiązujące daty wejścia w życie programu ustalono po "interpretacji przepisów ustawy przez Komisję Nadzoru Finansowego i Ministerstwo Finansów". 

Dzięki wprowadzeniu programu, przyszli emeryci oprócz emerytury z ZUS będą dostawać emeryturę dodatkową. W ramach PPK mają wpłacać co miesiąc minimum 2 proc. pensji, a maksymalnie 4 proc. Wyjątek stanowią pracownicy z pensją do 120 proc. minimalnego wynagrodzenia - oni będą przekazywać tylko 0,5 proc. pensji.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT